poniedziałek, 2 marca 2015

Polszczyzna dziś i jutro

Polszczyzna w custom publishing

Język. Jest jednym ze zjawisk najbardziej podatnych na zmiany dokonujące się w świecie. Polszczyzna od prapoczątków przeobrażała się, także współcześnie możemy je obserwować. Pojawia się jednak coraz więcej głosów, które negatywnie odnoszą się do ewolucji, jaką obecnie przechodzi nasz język. Dlaczego?

Słownictwo polskie w zdecydowanej większości pochodzi z języka łacińskiego, którym posługiwały się sfery wykształcone. To w nim tworzono wszelkie teksty, dopiero w IX w. odnajdujemy nazwy zapisane po polsku. Z rodzimego, prasłowiańskiego języka pozostało niewiele reliktów. W XVIII w. ekspansywny stał się język francuski, którego wyrażenia przenikały do struktur naszego języka. Obecnie to język angielski pełni taką funkcję. Będąc międzynarodowym językiem, jest przyswajany przez dzieci od lat przedszkolnych. Na jego podstawie budowane są reklamy i komunikaty, rozsyłane za pośrednictwem mediów. Nic zatem dziwnego, że przenika do codziennej komunikacji i zmienia oblicze polszczyzny. Idąc na zakupy, mówimy o „supermarkecie”, oglądamy „football” lub „startujemy” w konkursie.

Zmiany potrafią być dobre
Język polski zmienił się nie tylko pod wpływem angielszczyzny, lecz także rozwijającej się szybko techniki. Okres transformacji gospodarczej z początku lat 90. zaowocował licznymi nowinkami, które wymagały nazwania, stworzenia sieci pojęć. Obecnie już nie wzbudza zdziwienia słowo „smartfon”, „tablet” czy „modem”. Pojawiają się połączenia, takie jak: „e-papieros”, „e-faktura”, które tworzone są analogicznie do „e-maila”. Dokonują się także spolszczenia niektórych wyrazów. Coraz częściej można się spotkać z „mejlem” lub „czatowaniem”, czyli rozmawianiem drogą elektroniczną. W naszej branży prasy firmowej określenie custom publishing też zadomowiło się już na stałe.

Język angielski i rozwój cywilizacji to dwa największe czynniki, wpływające na polszczyznę. Niektórzy ludzie postrzegają to zjawisko bardzo negatywnie i alarmują, że język polski zanika. Istnieją jednak głosy z pozytywną wizją przyszłości. Prof. Jan Miodek, znany językoznawca, zwraca uwagę, że zapożyczone słowa funkcjonujące w naszej mowie, otwierają nowe możliwości stylistyczne użytkowników języka. Budzą nieskończone pokłady kreatywności, urozmaicają polszczyznę, tworząc nowe pola znaczeniowe. Najczęściej są to działania słowotwórcze, które wprowadzają do polszczyzny różnorodne połączenia, często traktujące rzeczywistość z dystansem i humorem, np. „sorewicz”, „na wypasie”.

Bądźmy jednak uważni
Strach mogą jednak budzić tendencje ekonomizujące w języku na wzór języka angielskiego. Czasami skracamy wyrazy do minimum, przykładowo „do zo”, „zw”, „sry”. To zjawisko redukcji, które może prowadzić do zubożenia języka. Niepokój powoduje także tendencja do nieodmieniania wyrazów. Podstawową cechą języka polskiego jest fleksyjność. Tymczasem wiele reklamodawców rezygnuje z odmiany nazw produktów w sloganach. Ich zdaniem w takiej formie łatwiej zapadają w pamięć potencjalnych klientów. Niestety takie postępowanie językowe jest złym wzorcem przenikającym do polszczyzny.

Zmiany zachodzące w języku są nieuniknione, w przyszłości wiele z nich straci swój wyróżnik obcości w mowie codziennej. Dziś większość z nas pewnie nie pamięta, że słowo „premier” pochodzi z francuskiego, „knajpa” z niemieckiego, a „trening” z angielskiego. Przeobrażenia, innowacje mogą wzbogacać nasz język, ważna jest jednak edukacja w tym względzie. Świadome użytkowanie języka może być twórcze, przypadkowe burzące.

Marta Milczarek

Źródło: http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20121027/REPORTAZ/121029443

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza